Artykuły › Strategia

Strategia

Zanim policzysz ROI z AI, musisz zmierzyć, ile to kosztuje teraz

Większość firm wdraża AI bez żadnego punktu odniesienia — i potem nie wiedzą, czy zaoszczędziły dwie godziny miesięcznie, czy dwadzieścia. Liczenie zwrotu zaczyna się na długo przed zakupem narzędzia.

Abstract grid of interconnected nodes with currency symbols fading into geometric patterns on a dark blue background

Punkt wyjścia, którego prawie nikt nie ma

Marta, właścicielka biura rachunkowego z Gdańska, kupiła w marcu 2024 roku abonament na narzędzie do automatycznego przetwarzania faktur. Siedemset złotych miesięcznie. Po czterech miesiącach zapytałem ją, czy to się opłaca. Odpowiedziała, że 'chyba tak, bo dziewczyny mają mniej roboty'. Chyba. Biuro obsługuje stu dwudziestu klientów, zatrudnia cztery osoby, a Marta nie wiedziała, ile godzin miesięcznie szło na wprowadzanie faktur przed wdrożeniem. Nie zmierzyła. Nie miała jak porównać.

To nie jest historia o złym narzędziu ani o złej właścicielce. To historia o tym, że ROI z AI liczy się wstecz — i prawie zawsze wychodzi z sufitu albo w ogóle nie wychodzi, bo brakuje danych bazowych. Przed zakupem czegokolwiek trzeba wiedzieć, ile kosztuje cię ten proces teraz. Nie mniej więcej. Konkretnie.

Koszt procesu to nie tylko pensje. To czas pomnożony przez stawkę godzinową, plus błędy i ich naprawa, plus czas menedżera spędzony na kontrolowaniu efektów, plus opóźnienia, które blokują kolejne etapy. W biurze Marty — zanim cokolwiek policzyliśmy — okazało się, że jedna osoba spędza na fakturach niecałe trzy godziny dziennie. Przy stawce brutto plus narzuty pracodawcy to wychodzi koło czterech tysięcy złotych miesięcznie tylko na tę czynność. Nagle siedemset złotych abonamentu brzmi inaczej. Ale to wymagało zmierzenia rzeczywistości, a nie szacowania na czuja.

Metoda, którą można zrobić w jedno popołudnie

Zanim wyślesz zapytanie ofertowe do dostawcy AI, zrób jedno ćwiczenie. Wybierz jeden proces, który rozważasz zautomatyzować. Jeden, nie portfolio. Następnie zmierz jego aktualny koszt w czterech wymiarach: czas człowieka (godziny tygodniowo), koszt tego czasu (stawka brutto plus ZUS po stronie pracodawcy, bez mitologizowania), koszt błędów (ile razy miesięcznie wychodzi coś nie tak i ile godzin schodzi na poprawki), i — tu większość pomija — koszt opóźnienia, jeśli ten proces jest wąskim gardłem dla czegoś innego.

Koszt opóźnienia jest najtrudniejszy do policzenia i szczerze mówiąc, przy pierwszym podejściu często go odpuszczam i wracam do niego, kiedy mam już resztę cyfr. Bo żeby go wycenić, trzeba wiedzieć, co czeka w kolejce. Jeśli oferty handlowe czekają na dane z działu finansów i przez to sprzedawca odpowiada klientowi o dzień za późno — ile to kosztuje w utraconych kontraktach? Tego nie wycenisz bez historii sprzedaży. Ale czas i stawkę? To masz na liście płac.

Po stronie narzędzia: weź koszt licencji, dodaj szacowany czas wdrożenia (przelicz go na roboczogodziny swojego zespołu, nie tylko czas konsultanta), dorzuć miesiąc dwóch na to, że ludzie będą się uczyć i w tym czasie będą wolniejsi niż normalnie. To ostatnie firmy nagminnie ignorują i potem mają poczucie, że 'AI nie działa', bo przez pierwsze sześć tygodni wskaźniki lecą w dół zamiast w górę.

W przypadku biura Marty liczba wyszła tak: aktualny koszt procesu to cztery tysiące złotych miesięcznie. Narzędzie kosztuje siedemset złotych. Wdrożenie zajęło — i tu zaczyna się niebudująca część tej historii — trzy tygodnie dodatkowej pracy, bo eksport danych ze starego systemu FK okazał się niezgodny z formatem importu nowego narzędzia. Żadna ze stron wcześniej o tym nie uprzedziła. Przez ten czas dwie pracownice robiły faktury po staremu równolegle z testowaniem nowego systemu, czyli miały podwójną robotę. Realny czas odzyskania kosztów wdrożenia przesunął się o dwa miesiące w stosunku do pierwszego planu. I po ośmiu miesiącach od uruchomienia jedna z czterech osób nadal częściowo korzysta ze starego workflow, bo 'tak jej wygodniej'. Marta o tym wie i nie zmusza jej do zmiany, bo ta pracownica obsługuje specyficznych klientów z niestandardowymi dokumentami. Czyli wdrożenie działa — ale nie tak elegancko, jak wyglądało w excelu.

Mimo to ROI jest dodatni. Realne oszczędności to około tysiąc osiem, może dwa tysiące złotych miesięcznie, nie cztery tysiące — bo proces nie jest w stu procentach zautomatyzowany. Przy abonamencie siedmiuset złotych i kosztach wdrożenia rzędu czterech tysięcy złotych (roboczogodziny, czas konsultanta) próg rentowności przypadł mniej więcej na szósty miesiąc. To przyzwoity wynik. Ale bez pomiaru bazowego Marta do dziś mówiłaby 'chyba tak'.

Gdzie ta metoda się wykrzacza

Jest jeden przypadek, w którym to podejście jest w zasadzie bezużyteczne: kiedy AI ma robić coś, czego firma w ogóle nie robiła wcześniej. Analiza sentymentu w opiniach klientów, automatyczne tagowanie zgłoszeń, predykcja churn — to procesy, które trudno porównać z kosztem zerowym, bo zero znaczy tu 'nikt tego nie robił, więc nikt nie wie, ile to warte'. Wtedy liczy się inaczej: ile byłoby mnie kosztowało zatrudnienie człowieka do tej pracy albo zlecenie jej na zewnątrz, i czy AI robi to taniej przy akceptowalnej jakości. To nie jest ROI, to jest wycena alternatywy. Różnica jest ważna, bo przy tym podejściu łatwo uzasadnić zakup prawie wszystkiego.

Piszę to, bo rynek narzędzi AI jest pełen produktów, które rozwiązują problemy, których nie masz, albo które masz, ale w skali nieuzasadniającej abonamentu. Widziałem firmy płacące za narzędzie do automatyzacji obsługi e-maili, gdzie cały zespół obsługi to dwie osoby i pięćdziesiąt wiadomości dziennie. Przy takim wolumenie człowiek jest tańszy i popełnia mniej dziwnych błędów. To nie jest antyteza AI — to jest arytmetyka.

Wróćmy na chwilę do tego, co napisałem wcześniej o koszcie opóźnienia, bo jest jeden typ firm, dla których to jest ważniejsze niż wszystko inne: firmy projektowe, gdzie każdy etap zależy od poprzedniego i gdzie przestoje mnożą się w górę łańcucha. Tam nawet małe przyspieszenie jednego procesu może mieć nieproporcjonalnie duży efekt na termin dostawy. Ale to trzeba pokazać na konkretnych danych historycznych, nie na intuicji.

Formularz, który zrobiłem dla kilku klientów, ma pięć kolumn: nazwa procesu, tygodniowy czas człowieka, miesięczny koszt (brutto plus narzuty), liczba błędów miesięcznie i szacunkowy koszt błędu. Nic więcej. Wypełnienie go dla jednego procesu trwa godzinę, może dwie, jeśli trzeba wyjść od pracownika i zapytać, jak naprawdę spędza czas. Ta rozmowa przy okazji ujawnia rzeczy, o których właściciel nie miał pojęcia — co jest drugą, niespodziewaną wartością tego ćwiczenia. Marta przy okazji zbierania danych odkryła, że jej pracownica spędza osobne czterdzieści minut tygodniowo na ręcznym przeklejaniu numerów NIP do arkusza, który służy wyłącznie do jednego raportu kwartalnego. To nie było na radarze żadnego wdrożenia. A zajęło zlikwidowanie w dwie godziny.

Zacznij od liczby, nie od slajdów.

Bezpłatny audyt: konkretne zadania, spodziewane oszczędności i co zbudowalibyśmy najpierw. Na Twoich danych.